Czas na Barstow i San Bernardino
2022-06-21
Po pożegnaniu Las Vegas ruszyliśmy w stronę mety. Dojechaliśmy do historycznej miejscowości Barstow która wydała się dość przerażającym miejscem zwłaszcza wzdłuż historycznej części Route 66.
Gdzieniegdzie walące się budynki obok zamieszkałe slamsy, w których bawiły się dzieci. Po ulicach wieczorem jeździli dziwni goście zdezelowanymi pick up' ami, rodem z gangsterskich filmów. Tak więc wróciliśmy do hotelu, aby wypocząć i zaplanować dalszy ciąg wyprawy. Wieczorem do hotelu zajechała pewna para z Norwegii, która przemierzała drogę 66 i kiedy Pan zobaczył maluszka, od razu wiedział że jesteśmy z Polski. Porozmawialiśmy o samochodach, Pan nam opowiedział że jest ogromnym fanem garbusów, pokazał nam zdjęcie swojego totalnie odjechanego i wyremontowanego VW, którym jeździ na zloty. Pogaduchy mogłyby trwać do rana, ale małżonka się niecierpliwiła i musieliśmy zakończyć rozmowę :-) Na drugi dzień ruszyliśmy wcześnie rano na podbój San Bernardino w Californii. Okazało się na trasie, że mamy przed sobą niezłą górkę, ale tym razem w dół :-) Szczęśliwi puściliśmy na luz maluszka i pędziliśmy całkiem niezłym pędem, pomimo tego, że droga składała się z czterech pasów w pewnym momencie ciężarówki i auta zaczęły hamować. Niestety po kilku hamowaniach hamulce były coraz słabsze i śmierdziały niemiłosiernie, a zbliżaliśmy się do stojącego korku. Zimny pot nas obleciał, ale udało się jakoś shamować używając częściowo ręcznego hamulca i zjechaliśmy na pierwszy lepszy zjazd, który okazał się skrótem w drodze do San Bernardino :-) Także nie ma tego złego. Po pół godzinnym odpoczynku ruszyliśmy dalej. Route 66 w San Bernardino niestety przemierzał też przez drogi osiedlowe, nakręciliśmy się tam jak wariaci, ale znaleźliśmy Muzeum McDonalda i kilka innych ciekawych miejsc. Upał Californii dawał się we znaki, ale na szczęście schładzaliśmy się w lokalach podczas obiadu czy kawy w Starbucksie więc po załadowaniu energii ruszyliśmy na podbój Los Angeles...... jupi.
Dane kontaktowe
Podróże